Burmistrz Jarosław Okoczuk powołuje drugiego zastępcę.
Co to oznacza dla miasta?
W Trzebini zawrzało po ogłoszeniu decyzji burmistrza, Jarosława Okoczuka, o powołaniu drugiego wiceburmistrza. Mieszkańcy i część radnych nie kryją zdziwienia, a w przestrzeni publicznej pojawia się pytanie czy ta decyzja była faktycznie konieczna. Co oznaczają polityczne roszady i czy burmistrz planuje opuścić Trzebinię, aby spróbować swoich sił w polityce krajowej?
Fot. Gmina Trzebinia
Jarosław Głogowski nowym wiceburmistrzem.
Jarosław Głogowski należy do Koalicji Polska 2050 – PSL, choć formalnie jest związany z Polskim Stronnictwem Ludowym. Jest związany z Koalicją Polska 2050 – PSL i należy do tej samej politycznej „rodziny” z której wywodzi się burmistrz Okoczuk i należy Jarosław Babiec, prezes Miejskiego Zarządu Nieruchomości w Trzebini. Z informacji od mieszkańców Babic wynika, że to osoba pogodna i szczera, ciesząca się raczej dobrą opinią. W 2024 roku kandydował na wójta Babic, przegrywając jednak z kretesem z Radosławem Warzechą (uzyskał 278 głosów przy 2830 głosach zwycięzcy). Startował również na radnego w gminie Babice, gdzie zdobył 207 głosów (5,45% ogółu), co nie zapewniło mu mandatu. Jego komitetem wyborczym była Trzecia Droga Polska 2050 Szymona Hołowni – Polskie Stronnictwo Ludowe.
Jak podaje urząd miasta, nowy wiceburmistrz to doświadczony przedsiębiorca i samorządowiec. Ostatnio pełnił funkcję kierownika w Zakładzie Usług Komunalnych w Alwerni. Jego głównym zadaniem w Trzebini będzie nadzór nad obszarami takimi jak gospodarka komunalna, ochrona środowiska, rolnictwo, geodezja, a także nad trzema miejskimi instytucjami: Miejską Biblioteką Publiczną, Trzebińskim Centrum Kultury oraz Miejskim Zarządem Nieruchomości.
Fot. Jarosław Głogowski/FB
Kolejny wiceburmistrz – czy to potrzebne?
Wielu mieszkańców zastanawia się, dlaczego burmistrz zdecydował się na powołanie drugiego wiceburmistrza. Uważają, że gmina ma inne, pilniejsze potrzeby, niż tworzenie nowego, kosztownego stanowiska. Pojawiają się głosy, że jest to zły wizerunkowo ruch, a dotychczasowy zastępca, Mirosław Cholewa, nie spełnia oczekiwań co do jego kompetencji w podejmowaniu decyzji.
Obawiają się, że sytuacja skończy się podobnie jak w przypadku pierwszego zastępcy, Mirosława Cholewy, któremu zarzuca się brak decyzyjności, mimo że prawo daje burmistrzowi możliwość delegowania uprawnień. „To nie do mnie pytanie”, „nie wiem, co burmistrz myśli i co ma w głowie” – takie odpowiedzi, padające podczas spotkań z mieszkańcami, są powszechne. Zarzuca się również obu wiceburmistrzom, że nie są związani z Trzebinią, nie znają specyfiki gminy i dopiero będą musieli się jej uczyć.
Z kolei osoby ze środowiska politycznego Jarosława Okoczuka twierdzą, że decyzja nie jest szokująca, ponieważ tradycja posiadania dwóch zastępców w trzebińskim magistracie jest znana. Ich zdaniem burmistrz miał prawo powołać kolejnego zastępcę, jeśli uznał, że potrzebuje wzmocnienia zespołu. Jednak nawet dla nich decyzja jest trudna do właściwej oceny, ponieważ Jarosław Okoczuk nie konsultował jej wcześniej z wieloma współpracownikami.
Opozycja jednak nie widzi merytorycznych powodów do powołania kolejnej osoby na to stanowisko. „To decyzja abstrakcyjna” – usłyszałem w rozmowie.
Nowy wiceburmistrz będzie miał szeroki wachlarz zadań. Jak podaje urząd miasta, ma być odpowiedzialny za gospodarkę komunalną, ochronę środowiska, rolnictwo i leśnictwo, geodezję i gospodarkę nieruchomościami, promocję, kulturę i współpracę z zagranicą, a także nadzór nad Miejską Biblioteką Publiczną, Trzebińskim Centrum Kultury i Miejskim Zarządem Nieruchomości. Zakres obowiązków, budzący konsternację wśród wielu radnych, rodzi pytanie, co burmistrz zrobi z wolnym czasem. Nie brakuje głosów, że Okoczuk chce „po cichu” wymknąć się z codziennych obowiązków. Nadzorowanie gospodarki komunalnej wiąże się na przykład z częstym udziałem w przetargach i negocjowaniu kontraktów, co jest czasochłonne, a czego burmistrz może teraz uniknąć.
Polityczne spekulacje.
Powołanie drugiego wiceburmistrza, który przejmie część jego obowiązków, miałoby dać Jarosławowi Okoczukowi więcej czasu na rozwijanie ogólnopolskich ambicji. Ten scenariusz wydaje się prawdopodobny zwłaszcza w obliczu faktu, że burmistrz zrezygnował już z pełnienia funkcji w dwóch związkach, w których wcześniej działał.
Decyzja Burmistrza wywołała konsternację również u tych, którzy spodziewali się kandydatury Mateusza Króla, blisko związanego z burmistrzem. To on był typowany jako następca Okoczuka na fotelu burmistrza w przypadku, gdyby nie zniesiono limitu dwóch kadencji. Mówiło się, że to właśnie Król będzie „najlepszym przyjacielem” Okoczuka. Jednak powołanie Głogowskiego to spory pstryczek w nos dla Króla. Jak można usłyszeć w politycznych kuluarach, powodem takiej decyzji mogła być obawa Okoczuka, że Mateusz Król nie będzie łatwy do sterowania, co mogłoby poważnie ograniczyć jego władzę.
Trzecia droga Jarosława Okoczuka?
Powołanie człowieka ze środowiska politycznego, z którego wywodzi się Okoczuk, może być wyraźnym sygnałem dla Prawa i Sprawiedliwości oraz jego struktur w Małopolsce, z którymi burmistrz chce współpracować. Nie od dziś wiadomo, że Jarosław Okoczuk chętnie uczestniczył w imprezach organizowanych przez poprzedni obóz rządzący, np. sylwestrze z TV Republika w Chełmie, który komentatorzy określali jako zjazd notabli PiS, czy marszach organizowanych przez środowiska prawicowe.
Zdaniem lokalnych komentatorów, jeśli prawo nie ulegnie zmianie, to zagranie jest formą przygotowania sobie „spadochronu”. Pojawiają się pytania, czy nie jest to celowe przygotowanie uległego człowieka, który w kolejnych wyborach wystartuje na burmistrza, by następnie mianować Jarosława Okoczuka swoim zastępcą. W ten sposób Okoczuk, pełniący rolę „szarej eminencji”, mógłby kontrolować wszystkie działania i decyzje jak to ma zwyczajowo.
Wracając do wątku ambicji politycznych, coraz śmielej mówi się, że Okoczuk chce zasiadać w strukturach wojewódzkich, a nawet w ławach poselskich. Może to być jednak trudne. W środowisku PiS, poklask może zdobywać jedynie we frakcji Łukasza Kmity. Inni, wysoko postawieni działacze, niekoniecznie chcieliby z nim współpracować, uważając go za „politycznego skoczka”. Najpierw PSL, potem start na burmistrza z poparciem Platformy Obywatelskiej, następnie umizgi do Prawa i Sprawiedliwości, a teraz wymowny gest w stronę macierzystego PSL. Co więcej, nawet pozycja Łukasza Kmity w Małopolsce jest osłabiona, o czym dobitnie świadczyły kuriozalne wybory na Marszałka Województwa Małopolskiego, których finalnie nie wygrał, pomimo interwencji prezesa Kaczyńskiego. Niezależnie od intencji, widoczny jest efekt – burmistrz coraz bardziej dystansuje się od spraw gminy i szuka nowych możliwości rozwoju, na co potrzebuje więcej wolnego czasu.
Dla miasta? Dla miasta oznacza to tylko wydatki i zbędną administrację.