Wspólny powiat to nie jedyna rzecz, która łączy Trzebinię i Libiąż. W obu gminach narasta problem traktowania radnych. Radne Marzena Jewuła radna Trzebini oraz Agnieszka Siuda radna Libiąża stały się celami personalnych ataków ze strony przewodniczących rad miejskich. Zamiast merytorycznego dialogu, mieszkańcy śledzący transmisje online widzą krzyki, niedopuszczanie do głosu i protekcjonalny ton.
Konflikt na linii przewodniczący – radne w Trzebini i Libiążu.
Podczas ostatnich sesji Rady Miasta w Trzebini powrócił temat sposobu prowadzenia obrad przez przewodniczącego Rafała Szkarłata. wskazuje, że przewodniczący nadużywa swojej pozycji wobec radnej Marzeny Jewuły. Chodzi m.in. o uniemożliwianie zabrania głosu w trybie ad vocem czy usuwanie zgłoszeń do dyskusji. Zarzuty dotyczą także ciągłego przerywania wypowiedzi, podnoszenia głosu i uniemożliwiania polemiki, a problem ten dotyka w dużej mierze dwóch kobiet zasiadających w radach miejskich.
Zarzuty o dyskryminację w Trzebini.
Sytuacja stała się na tyle napięta, że podczas ostatniej sesji głos zabrała radna Teresa Jarczyk. W swojej wypowiedzi zarzuciła przewodniczącemu stosowanie niewłaściwego tonu. – Jestem zdenerowana, ale muszę to powiedzieć – mówiła radna Jarczyk, wytykając przewodniczącemu dyskryminacyjny ton. – Chyba za blisko ust trzyma pan mikrofon, odnosząc się do pani Jewuły. Nie podoba mi się to – dodała, apelując o powściągliwość.
Na tym się jednak nie kończy. Przewodniczący Szkarłat nie tylko poucza, ale realnie ogranicza mandat radnej. Podczas ostatniego posiedzenia zablokował jej prawo do wypowiedzi ad vocem i usunął jej zgłoszenie z systemu dyskusji. Choć wszystko zostało uwiecznione przez kamery, przewodniczący na zarzuty o stronniczość odpowiedział wymownym milczeniem.
Radni zwracają również uwagę na kwestie formalne. Ograniczanie czasu wypowiedzi do 3 minut oraz limitowanie liczby pytań przy kluczowych uchwałach np. inwestycyjnych jest ich zdaniem działaniem na szkodę mieszkańców, gdyż uniemożliwia merytoryczną analizę problemów.
Libiąski bat na opozycję.
Przewodniczący Dariusz Derendarz bywa postrzegany nie jako moderator, ale jako tarcza chroniąca m.in burmistrza Jacka Latkę przed trudnymi pytaniami. Gdy radna Agnieszka Siuda próbuje dociekać prawdy o zadłużeniu gminy, natychmiast słyszy: „Pani radna, chwileczkę”, „Nie mówmy, co ma robić burmistrz”.
Szczytem napięcia była sesja dotycząca nadania honorowego obywatelstwa miasta. Gdy radny Wacław Drozdowicz zaatakował radną Siudę, sugerując, że nie szanuje ona innych radnych swoimi inicjatywami, przewodniczący odmówił jej prawa do obrony. – Chciałabym odnieść się do tych słów, czy mogę panie przewodniczący? – pytała Siuda. – Nie! – uciął krótko Derendarz. Wchodzeni radnej w słowo i blokowanie wypowiedzi stało się normą.
Wzdychania do mikrofonu, bezczelne odzywki i traktowanie radnej z klubu „Lepsza Przyszłość Gminy Libiąż” jak intruza to w libiąskiej radzie miejskiej chleb powszedni. – Jeśli już pana wybrali na ten stołek, to niech pan daje przykład i odnosi się do kobiety z szacunkiem – grzmią internauci w komentarzach.
Standardy w ruinie?
Rady miejskie, które spotykają się raz w miesiącu, powinny być forum wymiany argumentów o inwestycjach i budżecie. Tymczasem w Trzebini dyskusje są skracane do 3 minut, a liczba pytań limitowana.
– To niepoważne. Chcemy być merytoryczni, za to nam płacą mieszkańcy, a wyłącza nam się mikrofony jak w szkole – komentują radni.
Zarówno w Trzebini, jak i w Libiążu, ofiarami twardego stylu przewodniczących padają głównie radne z klubów opozycyjnych. W kuluarach coraz śmielej mówi się o konieczności odwołania przewodniczących, którzy zamieniają się w cenzorów. Jednak w zabetonowanych układami radach, gdzie większość ma zaplecze burmistrzów, może to być niemożliwe.