reklama
baner reklamowy na wynajem
reklama WYBORCZA
REKLAMA
Jarosław Okoczuk chce sprezentować Policji nowy radiowóz. Radny Piotr Dusza pyta o pustostany w Trzebini. Czy miasto ma z nich zysk? Burmistrz Chrzanowa stawia na marketing. Miasto będzie promowała maskotka "Chrzan" Alwernia. Słynna droga tzw. serpentyna już przejezdna Nowe ogłoszenia o pracę. Sprawdź koniecznie w dziale OGŁOSZENIA i na FB
Jarosław Okoczuk chce sprezentować Policji nowy radiowóz. Radny Piotr Dusza pyta o pustostany w Trzebini. Czy miasto ma z nich zysk? Burmistrz Chrzanowa stawia na marketing. Miasto będzie promowała maskotka "Chrzan" Alwernia. Słynna droga tzw. serpentyna już przejezdna Nowe ogłoszenia o pracę. Sprawdź koniecznie w dziale OGŁOSZENIA i na FB
reklama

Wchodzą z pola, zostawiają gówno i kradną żarówki. Gastronomii w Chrzanowie i Trzebini puszczają nerwy.

Łączy ich nie tylko branża, ale regularna walka z ludzkim syfem. Właściciele Starego Młyna, Fanaberii i Puchatka mierzą się z plagą toaletowych turystów. To ludzie, którzy do lokalu wchodzą z pola jak do siebie, nie zamawiają nic, za to zostawiają po sobie obraz nędzy i rozpaczy. Kiedyś problem marginalny, teraz nabiera na sile. 

Zasada jest prosta: wchodzą z pola, często bez dzień dobry, nie patrząc na obsługę, kierują się prosto do celu. Nie zostawiają w lokalu ani złotówki, za to po ich wyjściu personel musi zakładać maski i gumowe rękawice. – Świnie, nie ludzie – ucina krótko jeden ze stałych klientów, który niejednokrotnie musiał czekać, aż obsługa doprowadzi toaletę do stanu używalności po takim gościu. – Młode chłopy czy stara baba – nie ma reguły. Syf zostawiają taki sam – dodaje.

 

Restauratorzy, pracownicy a także klienci tracą cierpliwość. Problemem nie jest samo skorzystanie z łazienki, ale absolutny brak kultury, higieny i poszanowania czyjejś własności. Począwszy od niepostprzątanej kabinie po zmianie podpaski, która później wygląda jak po świniobiciu, niespłukane i rozmazane na desce odchody, po podmywające się cyganki w umywalce. Skala zjawiska jest porażająca i powtarza się coraz częściej.

 

Ludzie czują się bezkarnie, jakby to im się po prostu należało – skarżą się pracownicy i właściciele. W centrum miast problem jest najbardziej widoczny. Paradoks polega na tym, że w pobliżu Starego Młyna czy Rynku znajdują się czyste i darmowe toalety publiczne na parkingu poziomowym za urzedem miasta w Trzebini. Ale turysta kałowy woli wejść do knajpy, narobić i wyjść bez słowa.

 

Dla właścicieli to realne straty. Toaleta w restauracji to koszt: woda, środki czystości, praca personelu. Do tego dochodzą kradzieże bowiem znikają nie tylko rolki papieru, ale całe podajniki, uchwyty, a nawet żarówki. Przy wzmożonym ruchu w lokalu, kiedy personel dwoi się i troi, by obsłużyć płacących gości, ciągłe kontrolowanie i szorowanie kibli po kałowych turystach staje się niemożliwe, a przynajmniej reakcja jest mocno opóźniona.

 

Lokale zaczynają się bronić. Klucze u obsługi, czy opłaty dla osób z zewnątrz to już nie złośliwość, a konieczność. Choć na drzwiach wiszą tabliczki są one masowo ignorowane. Każda próba wyproszenia takiej osoby kończy się agresją i konfliktem. Czas skończyć z tą toaletową partyzantką bo restauracja to biznes, a nie publiczny szalet dla ludzi, którzy kulturę zostawili dawno temu na polu.

Powiadom Mnie o innych komentarzach
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Mariusz

Ambitne dziennikarstwo o najwyższym kunszcie – uwielbiam czytać Pana felietony

reklama
reklama
reklama
reklama wideo
reklama
REKLAMA
Ostatnie posty
1
0
Podziel się Swoją Opiniąx