Góra opon przy ulicy Słowackiego w Trzebini to dla mieszkańców symbol urzędniczej bezsilności i przedsiębiorczej patologii. Choć od lat radni mówią o ekologicznej bombie, rzeczywistość sprowadza się do wymiany pism między urzędami. Podczas gdy Starosta Chrzanowski próbuje wymusić sprzątanie, Wojewoda Śląski skutecznie blokuje te działania w sądach.
Składowisko opon to urzędniczy ping-pong.
Scenariusz od lat jest ten sam, Starosta Chrzanowski wydaje decyzję nakazującą usunięcie odpadów, a Wojewoda Śląski zamiast sprzątać to składa odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Tak było w lutym 2021 roku i tak samo stało się w maju 2024 roku. SKO uchyla decyzje, przekazuje je do ponownego rozpatrzenia, a na tysiącu opon zaczyna wyrastać las brzóz.
Obecnie Starostwo szykuje trzecie podejście do wydania decyzji. Tym razem jednak na przeszkodzie stanął brak kuratora dla firmy, która odpady tam porzuciła. Sprawa utknęła w sądzie rejestrowym, co daje urzędnikom kolejne miesiące usprawiedliwionego czekania.
Sytuację komplikuje absurdalny stan prawny nieruchomości. Ziemia pod oponami nie należy do Skarbu Państwa, lecz do osób prywatnych, które odzyskały ją po bezprawnej nacjonalizacji z okresu powojennego. Właściciele są w ostrym sporze z Wojewodą Śląskim od którego domagają się odszkodowań i zapłaty za bezumowne korzystanie z terenu. Formalnie nieruchomości jeszcze nie przejęli, co stawia Starostwo w roli petenta, który może jedynie wskazywać palcem, kto powinien posprzątać ten bałagan. Rzekomo znane są osoby powiązane z działającą na tym terenie wówczas firmą, ale Państwo z dykty nie jest sobie w stanie z tym poradzić. Niektórzy nawet znajdują się na terenie powiatu chrzanowskiego.
Ekspertyza mówi – nie bać się.
Najbardziej zdumiewające są jednak wyniki ekspertyzy, którą na zlecenie Starosty przygotowała Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie. Według naukowców, składowisko… nie zagraża środowisku. Dokument sugeruje, że opony nie trują powietrza, gleby ani wód powierzchniowych. To teoria – słyszę. Praktyka w Trzebini bywa jednak brutalna bo wystarczy przypomnieć sobie pożary składowisk z ubiegłych lat, które gasiły dziesiątki zastępów straży pożarnej. Wtedy bezpieczne opony w kilka minut zamieniają się w toksyczną chmurę, której żadna ekspertyza nie zatrzyma.
Na ten moment jedynym konkretnym działaniem jest monitoring wizyjny. Kamera patrzy na opony, a urzędnicy liczą na to, że system w porę wykryje intruza lub dym. To jednak tylko pudrowanie rzeczywistości.