Zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądu, gmina musi wypłacić przedsiębiorcy 1,86 mln zł odszkodowania głównego. Sprawa dotyczy zmiany planu zagospodarowania przestrzennego na terenach pokopalnianych, która zablokowała planowaną przez inwestora działalność budowę kompostowni. Choć kwota główna jest wysoka, to doliczone do niej odsetki i koszty procesowe budzą największe emocje, windując łączną sumę strat do około 3,4 mln zł.
Sądowy nokaut i milionowe straty.
Nadzwyczajna sesja rady miasta, poświęcona sprawie wypłaty odszkodowania dla przedsiębiorcy, przerodziła się w burzliwą debatę o odpowiedzialności za decyzje podjęte w minionych latach. Sprawa dotyczy inwestora, który planował uruchomienie kompostowni na terenach pokopalnianych, jednak zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego uniemożliwiła realizację tego przedsięwzięcia.
Głos w tej sprawie zabrał radny Grzegorz Żuradzki, który nie szczędził słów krytyki pod adresem obecnych władz. Zaznaczył, że wyrok z marca 2026 roku jest de facto podtrzymaniem orzeczenia z 2022 roku.
– To jaskrawy przykład tego, że decyzja o apelacji z grudnia 2022 roku była nietrafiona i bolesna finansowo. Gdyby wtedy zapłacono zasądzoną kwotę, nie byłoby dzisiejszych, horrendalnych odsetek.
– punktował radny Żuradzki.
Żuradzki zwracał również uwagę na aspekt wizerunkowy. Jego zdaniem brak prób porozumienia z inwestorem i brak zapłaty w tamtym czasie oraz skierowanie sprawy na drogę sądową mogą negatywnie wpływać na postrzeganie gminy przez potencjalnych przedsiębiorców. – Jak mamy wyglądać w oczach inwestorów, skoro zamiast szukać kompromisu, kierujemy sprawy do sądu? – pytał.
Do tych zarzutów odniósł się dyrektor wydziału geodezji i gospodarki nieruchomościami, Paweł Korbiel, który wskazywał na znaczną rozbieżność w wycenie nieruchomości. Jak wyjaśnił, według operatu sporządzonego na zlecenie gminy jej wartość wynosiła o 1 mln zł, podczas gdy inwestor domagał się blisko 2,5 mln zł.
Burmistrz kontratakuje – „Przespaliście swoją szansę”.
Burmistrz Jarosław Okoczuk winą za obecny stan rzeczy obarczył swojego przedmówcę. Przypomniał, że po śmierci burmistrza Adamczyka w 2018 roku, to właśnie Żuradzki pełnił funkcję komisarza. Według Okoczuka, inwestor wysłał wówczas pismo z propozycją ugodową, na które urząd miał nie odpowiedzieć w terminie 7 dni.
– Proszę nie przerzucać na mnie odpowiedzialności. To sytuacja z kwietnia 2018 roku, którą pan przespał, skutkowała wejściem na drogę sądową.
– grzmiał Okoczuk, wymachując kopią pisma przed radnymi.
– Pan nie był wtedy zapracowany, pan miał zarządzać gminą w każdym aspekcie. Brak odpowiedzi skutkował drogą sądową – oskarżał Okoczuk, sugerując, że Żuradzki podpisuje pisma, nie wiedząc, co podpisuje. Radny skontrował to przypomnieniem, że Okoczuk od 2015 roku był zastępcą burmistrza i miał pełną wiedzę o roszczeniach, a jako pierwszy wiceburmistrz od 2017 roku gdy Adam Adamczyk był już chory, nie zrobił nic, by sprawę zamknąć. Okoczuk bronił się, twierdząc, że był wtedy zastępcą od edukacji i oświaty.
Grzegorz Żuradzki zarzucił burmistrzowi bierność i błąd strategiczny polegający na kontynuowaniu sporów sądowych zamiast dążenia do ugody. Przypomniał, że już w grudniu 2022 roku zapadł wyrok, od którego gmina za namową burmistrza i radcy prawnego Rafała Wentrysa złożyła apelację. Zdaniem radnego była to decyzja fatalna w skutkach, gdyż jedynie przedłużyła proces i drastycznie zwiększyła kwotę odsetek.
Jarosłąw Okoczuk zarzucił radnemu, że nie zarządzał gminą należycie, a sytuacja z brakiem odpowiedzi była albo przeoczeniem, albo uchybieniem. Radny Żuradzki skontrował te słowa, twierdząc, że jako komisarz miał jedynie przygotować gminę do wyborów i prowadzić bieżącą działalność na bazie uchwalonego już budżetu.
Argumenty urzędników i rzeczoznawców.
Paweł Korbiel, tłumaczył, że kompromis był niemożliwy ze względu na różnice w wycenach bo urząd szacował wartość metra na 43 zł, podczas gdy inwestor żądał 89 zł za metr. Różnica rzędu 900 tys. zł miała uniemożliwić ugodę bez wyroku sądu.
Mecenas Rafał Wentrys dodał, że obie wyceny zostały zweryfikowane przez stowarzyszenie rzeczoznawców i ta inwestora i ta urzędu i obie uznano za prawidłowe pod względem warsztatowym. Wspomniał również o spotkaniu zainicjowanym przez Okoczuka, w którym brał udział inny przedsiębiorca chętny odkupić teren za kwotę wyższą niż zasądzona. Inwestor prezes Kompostechu miał jednak odmówić, twierdząc, że chce dać gminie nauczkę za to, jak został potraktowany. Wentrys ostrzegł również, że to nie koniec problemów, bo inwestor może jeszcze wrócić na drogę sądową.
W toku dyskusji radny Żuradzki przypomniał burmistrzowi inną przegraną sprawę boisko w Psarach. Gmina wypłaciła tam już 60 tys. zł kar po 500 zł za każde naruszenie zakazu korzystania z obiektu po godz. 17:00 i w weekendy. Żuradzki pytał o rzekome odzyskanie tych pieniędzy, co określił mianem przygwożdżenia burmistrza w dyskusji o skuteczności.
Z kolei radny Piotr Dusza zakwestionował nagłe doniesienia o planowanej budowie bloku mieszkalnego na spornym terenie przez MZN. Okoczuk twierdził, że to jego obietnica wyborcza, na co Dusza odpowiedział, że radni nie słyszeli o tym przez całą kadencję i uznał temat za zasłonę dymną. Ubolewał nad faktem, że radni dostali informację o sprawie zaledwie 2 dni przed sesją.
Burmistrz Okoczuk odpowiedział radnemu w sposób niezwykle zgryźliwy i protekcjonalny. Fakt, że radny Dusza o tym nie wie, wynika zapewne z jego przemęczenia lub nadmiaru obowiązków. Burmistrz dodał z ironiczną troską, że jest w tej kwestii wyrozumiały, co miało wyraźnie podważyć kompetencje radnego.
W kluczowym momencie dyskusji głos zabrała radna radna Marzena Jewuła, która poddała procedowaną uchwałę miażdżącej krytyce, nazywając ją wprost rachunkiem za błędy popełnione przez władze. Radna Jewuła wyraziła stanowczy sprzeciw wobec sposobu podejmowania decyzji, podkreślając, że radni nie zostali zapoznani z pełną treścią wyroku sądowego. Zwróciła uwagę, że w obecnej sytuacji radni nie wiedzą, co w konkretnie w wyrokach jest ujęte.
Radna Jewuła domagała się publicznego odczytania wyroku, jednak mecenas Wentrys odparł, że dokument liczy 14 stron pisanego małym drukiem tekstu i zostanie przesłany radnym jedynie na skrzynki mailowe. Marzena Jewuła nie ustępowała, wskazując, że uchwała jest procedowana wyłącznie na podstawie słów burmistrza i prawnika, bez wglądu w opinie biegłych.
Od zachęty do blokady inwestycji.
Historia konfliktu sięga listopada 2014 roku, kiedy rada miasta uchwaliła plan zagospodarowania dopuszczający gospodarkę odpadami na terenach pokopalnianych. Firma Kompostech kupiła wówczas nieruchomość za stosunkowo niską kwotę ok. 700 tys. zł, planując budowę kompostowni. Jak podkreślił radca prawny Rafał Wentrys, profil inwestora był znany od początku. Jednak w 2015 roku mieszkańcy i sąsiedni przedsiębiorcy zaczęli protestować. W 2017 roku rada miasta zmieniła plan, blokując inwestycję.
Zgodnie z wyrokiem sądu, gmina musi wykupić nieruchomość za 1 859 000 zł. Jednak przez lata procesów kwota ta drastycznie wzrosła. Całkowity koszt dla gminy to obecnie blisko 3,4 mln zł, na co składają się 1,3 mln zł odsetek naliczanych od 6 kwietnia 2018 roku do 30 marca 2026 roku czy ponad 19 tys. zł wydatków na opinie biegłych.
Winni mieszkańcy?
Na koniec głos zabrał radny Grzegorz Duda, przypominając, że zmiana planu nie była fanaberią, lecz wynikiem ogromnego nacisku społecznego mieszkańców, którzy bali się sąsiedztwa kompostowni. To stanowisko skrytykowała radna Teresa Jarczyk, uznając je za atak na mieszkańców i dowód na brak rzetelnych konsultacji przed zaproszeniem inwestora.